Błędy, których nie popełniłem goniąc złodzieja.
Kategoria: SytuacyjneMoże wyjdzie, że się chwalę, może ktoś uzna to za fake. Mam tu anonimowość, więc nie ma to znaczenia. Nie lansuje się na bohatera, chcę tylko opowiedzieć swoją historię.
Otóż dziś, wracając ze spaceru ze swoim psem usłyszałem nagle jak ktoś krzyczy "łapać złodzieja". Ponieważ było ciemno nie bardzo wiedziałem co się dokładnie dzieje, ale jakaś osoba po mojej prawej krzyczała, a w tym czasie przebiegł koło mnie jakiś człowiek. Dwie sekundy zastanowienia co się dzieje, czy aby na pewno to nikt sobie nie robi jaj. Spojrzałem jeszcze raz na starszą osobę, powoli biegnącą i krzyczącą, i sam udałem się w pościg za postacią która odbiegła już na jakieś 20 metrów. Pech chciał, że w piątek na treningu wypadła mi łękotka i nie bardzo mogłem biegać na pełnej prędkości, ale okazało się, że adrenalina szybko zaradziła temu problemowi. Mimo wszystko biegłem równym tempem z tym kogo goniłem, dając sobie czas na zastanowienie co zrobię. Zacząłem najpierw krzyczeć "stój typie!", ale po dwóch okrzykach stało się dla mnie jasne, że to nie ma szans powodzenia, bo kto by się zatrzymał w takiej sytuacji? Ponieważ biegłem z moim psem zacząłem się zastanawiać czy go nie spuścić, bo on sprawę załatwił by migiem. Tyle, że nigdy takich rzeczy z nim nie ćwiczyłem, dodatkowo to pies myśliwski, naturalnie neutralny dla ludzi. Dobrze, że go nie puściłem, bo gdyby jednak rzucił się na tą osobę to znając życie miałbym sprawę o pogryzienie, uśpionego psa i mnóstwo komplikacji. Ważne, że stwarzał pozory groźnego.
Zdałem sobie sprawę, że złodziej wie, że biegnę za nim z dużym psem, więc zacząłem krzyczeć "wyrzuć to typie!". Po dwóch próbach wyrzucił to w śnieg i, jak dla mnie, udał ,że się wywrócił. Dogoniłem go i, tu ważne, nie rzuciłem się na niego z pięściami czy obelgami. Nadal nie miałem pewność kto jest kto. Ponieważ, nie interesowało mnie żadne czekanie na policje, zeznania i inna strata czasu powiedziałem żeby uciekał. On jednak udał się po wyrzuconą saszetkę. Byłem więc szybszy i ponownie kazałem mu uciekać stąd jeśli nie chce kłopotów. Tak naprawdę to ja chciałem mieć spokój i jednocześnie czuć, że zrobiłem co mogłem aby nie pluć sobie w twarz, że jestem tchórzem. Zanim wreszcie posłuchał, zaproponował mi podział pół na pół, a gdy mu powiedziałem, że ja tego nie chcę, krzyknął, że ma piątkę dzieci i uciekł. Kilka sekund później dobiegł staruszek, dalej próbując gonić tamtego. Ponieważ nie zwracał uwagi, że to ja mam jego saszetkę, musiałem zapytać go czy ją chce. W końcu załapał. Uspokoiłem go, porozmawiałem chwilę, a następnie się oddaliłem. Okazało się przy okazji, tak powiedział staruszek, że miał tylko dokumenty, żadnych pieniędzy.
Oczywiście przemyślenia co zrobiłem dobrze, a co źle, były dopiero kilka minut później, gdy adrenalina zaczęła odpływać. Czy zrobiłem dobrze, czy źle puszczając go wolno niech sobie każdy sam oceni. Może okazałem się większym tchórzem, niż gdybym nie pobiegł? Zostawię to mądrzejszym.